Ty decydujesz

Zastanawiam się czy uchował się na tym świecie jeszcze ktoś komu kiedyś świat się nie zawalił? Nie sądzę. Nie ma takiej możliwości, by zawsze wszystko się udawało. Problemy finansowe, zawodowe, choroby, rozwody, utrata bliskiej osoby, kto się nie borykał z takimi problemami? Nie ma się co oszukiwać – problemy były, są i będą. Najważniejsze jest to, by je umieć nazwać i odpowiednio je potraktować.

Ile razy każdy z nas czytał lub słyszał motywujące hasła, sama je wielokrotnie czytam, gdy moje życie zaczyna przejawiać tendencję spadkową … one działają – ale tylko wówczas, gdy „karmimy” się nimi regularnie ! Każdy życiowy kryzys, pomimo tego, że niesie ze sobą wiele smutku, poczucia winy czy obniżenia własnej wartości, może sprawić, że staniemy się silniejsi, a nasza psychika stanie się bardziej odporna, bo przecież co nas nie zabije to nas wzmocni ….

W naszej kulturze przyjęło się mówić, że każdy dźwiga swój krzyż. Czasem jest większy, że trudno mam go udźwignąć a czasem, tak niewielkich rozmiarów, że z przyzwyczajenia przestaje nam ciążyć w codziennym życiu. Nie mniej jednak każdego dnia mocujemy się, dźwigamy, upadamy pod ciężarem. A przecież każdy problem jest do rozwiązania, każdy kryzys do przetrwania, po każdym upadku możemy się podnieść. Więc po co go dźwigać? Niech nie przygniata. Znacznie lepiej byłoby go zrzucić z barek, niech leży na ziemi i nie dołuje. Niech ma odpowiednie proporcje patrząc na niego z góry. Ogromny? Przerażający? No fakt. Może płacz pomoże, krzyk, by wyrzucić złość? A może wystarczy na niego spojrzeć z innej perspektywy? Moja koleżanka Marta zawsze mówiła, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Wszystko jest w jakimś celu i tak należy postrzegać problemy, które życie nam kładzie pod nogami. Mogłam Jej teorii słuchać godzinami. Faktycznie, wielokrotnie śledząc i analizując moje przeszłe problemy, dochodziłam do wniosku, że miała rację. Że utrata pracy, wiązała się ze zdobyciem lepszego, atrakcyjniejszego i lepiej płatnego wakatu, że choroba powodowała, że zmieniałam tryb życia – zaczynałam ćwiczyć, zdrowiej się odżywiać, dbać o siebie a kryzys w związku wzmagał chęć zmiany i eliminacji wąskiego gardła. Pewnego dnia Marta, powiedziała mi coś co utkwiło w mojej pamięci – „stań obok tego wszystkiego i stań się obserwatorem, wykreuj własne zakończenie historii”. Może to jest rozwiązanie – stanie się obserwatorem ? Może rozwiązanie tkwi w rozłożeniu problemu na mniejsze i podejmowanie działań małymi kroczkami?

 

WSZYSTKO JEST W GŁOWIE

Tysiąckrotnie zdarzyło mi się pomyśleć, że nie jestem czegoś w stanie zrobić – niejednokrotnie takie myślenie powodowało, że rezygnowałam zanim podjęłam jakiekolwiek działanie, niejednokrotnie rezygnowałam w połowie drogi – zmęczona i zdegustowana poniesionymi porażkami, ale jednocześnie niezmiennie żałowałam swoich słabości i braku silnej woli w dążeniu do celu, w słuchaniu innych: „że mi się nie uda”, „ że nie jestem w stanie”, „że to wszystko nie ma sensu”. Ile razy powiedziałam, że boję się zrobić coś w strachu przed opinią otoczenia. Może nie warto zbytnio angażować całego świata w przemyślenia i wątpliwości, które kotłują się w Tobie jak ocean zwiastujący tsunami? Trzeba sobie zdać sprawę, z tego, że rośniesz, rozwijasz się i pniesz się na wyżyny, tylko wówczas, gdy przyjaciele, rodzina i otoczenie, w którym przebywasz inspirują Cię do rozwoju, dopingują, wspierają.

Mam przyjaciela, dla ułatwienia nazwijmy go Michał. Od kiedy pamiętam Michał należał do tych facetów, do których wzdycha się 24 godziny przez 7 dni w tygodniu – inteligentny, kulturalny, elokwentny, przystojny i zadbany. Początki Jego kariery zawodowej były dosyć burzliwe, ale konsekwentnie dążył do wytyczonego celu i po każdej porażce podnosił się jeszcze silniejszy. Wspinał się po szczeblach kariery przeskakując z szczebla na szczebel. Kiedy rezygnując ze stanowiska prezesa i współwłaściciela dużej i dobrze prosperującej firmy, by założyć własną firmę – zdecydował się zacząć od początku, by zrealizować swoje marzenia. I nic nie wskazywało na to, że coś w Jego życiu może pójść „nie tak” … podróże, markowe ubrania i najpiękniejsze i najszybsze porsche  jakie widziałam … no więc Michał się zakochał – wpadł w sidła jak śliwka w kompot … i utonął. Przestał ćwiczyć, odwiedzać fryzjera, wsiadał do swojej 911-stki wyglądając jak szofer, który ma odstawić samochód z miejsca A do miejsca B. W firmie był gościem, co szybko odbiło się na jej kondycji finansowej. Kiedy zobaczyłam Go, cóż … nie był już facetem, do którego wzdycha się 24 godziny przez 7 dni w tygodniu. Popuchnięte oczy, zmęczony, z zaniedbany i piwnym brzuszkiem. Michał nie przypominał chłopaka, którego znałam przez kilka ostatnich lat i podziwiałam za wytrwałość, optymizm i inteligencję życia. Podporządkował się całkowicie kobiecie, którą poznał, jej presji, manipulacji, uzależniony chłonął ją jak narkotyk, odkrywając przed nią swoje słabe punkty … Brak wiary w siebie i w działania, które podejmował – przyszły bardzo szybko. W obawie przed rozczarowaniem, dezaprobatą i krytyką, w podświadomości pojawiła mu się blokada, która uniemożliwiła mu działanie i osiągnięcie sukcesu …  zrobienie czegokolwiek co uchoroniłoby Go od porażki…

LICZY SIĘ TO CO TU I TERAZ

Dziś kiedy dobiegam (małymi krokami do kolejnych urodzin) jestem mądrzejsza – może właśnie dzięki takim ludziom jak Marta, która zupełnie przypadkowo stanęła na mojej drodze a przekazała mi mądrość na lata? A Michał ? Michał zaczyna po raz kolejny od nowa. Małymi kroczkami buduje swoje otoczenie praktycznie od podstaw, odnawiając znajomości, wracając do starych, dobrych nawyków otaczając się osobami, które stymulują go do działania, dopingują, nie szczędząc jednocześnie motywującej krytyki. Powoli eliminuje z życia te postacie, przy których czuł się słabszy, gorszy, napięty i rozdrażniony, tych, którzy wysysając z niego siły witalne pozostawiały osad negatywnych emocji wiążących ręce i uniemożliwiających działanie. Zrozumiał, że Jego życie to w 100 % jego odpowiedzialność, kłopoty, porażki i wielkość krzyża, który nosi to również. Tak samo jak decyzja o zmianach, bez względu w jak kiepskim i beznadziejnym momencie życia się jest – nie ma innej opcji – trzeba zrzucić krzyż i spojrzeć na problem z innego punktu widzenia – jeśli nie ma rozwiązania, po prostu nie był i nie jest Twoim problemem!

 

Dodaj komentarz / ocenę

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pin It on Pinterest