Toskania – raj na ziemi

Pospiesznie przesuwam kursorem myszy. W głowie mam  mały rozgardiasz, na przemian krzyczę z zachwytu nad kolejnym oglądanym hotelem … jeszcze nie wiem, nawet nie przypuszczam, że wszystko lada moment się zmieni i ostatnim miejsce, w którym spędzimy wakacje to Dubaj czy Zanzibar, o którym tak marzyliśmy. Życie jak to życie lubi płatać figle nawet w takiej kwestii jak planowanie wakacji, nawet wówczas, gdy myślisz, że już masz na 100 % wszystko zaplanowane i wystarczy wybrać tylko hotel, który spełni oczekiwania naszej całej trójki. Tak, u nas w domu panuje demokracja i każdy ma zawsze coś do powiedzenia nawet w kwestii wakacji, w końcu nie ma nic gorszego niż nie udany urlop, na który się czekało pół roku. Wiedzieliśmy jedno, i w tym byliśmy zgodni: słońce, piaszczysta plaża i dobra książka.  Po majowym tygodniu w Paryżu, intensywność doznań na jaką liczyliśmy ograniczyła się tylko do ciepłego oceanu i delikatnego piasku pod stopami. Życie, och życie – myślałam, że Cię już znam, ale Ty nie przestajesz mnie zaskakiwać. No i stało się. 36 kg żywej wagi pozostało bez opiekuna, bez żadnej dobrej duszyczki, która zechciałaby z Nim zostać. Leon. No i prysła bańka mydlana i marzenia spadły w przepaść, na całe szczęście jeszcze przelew z zaliczką nie został „klepnięty”. Boom! i kropka.

Tak, to trudne wymyślić co zrobić z psem na tydzień przed rozpoczęciem urlopu. Kiedy poprzednio dobrego rozwiązania szukało się przez 2 miesiące … Hotel dla psów odpada, bo przecież to nie możliwe, aby Go tam oddać i pozwolić na przeżycie traumy – tego nie są warte żadne wakacje. Opiekun? oczywiście wchodziłby w grę, ale tylko taki, który będzie przychodził do Leona do domu, ale w ciągu tygodnia raczej jest niemożliwym znalezienie kogoś kto zaopiekuje się buldogiem angielskim i kogo Leon zaakceptuje. Szybka decyzja …raczej – histeria ! Zabieramy go ze sobą ! Tak, to ryzykowne, szczególnie w upały, szczególnie dla psa, który tak ciężko oddycha, ale przecież mamy jeszcze dziecko, które siedząc w wakacje w domu marzy o zmianie otoczenia … życie, och życie …

Więc myślimy intensywnie … może polskie morze ? tłoczno w sezonie i pogoda niepewna … góry ? nie … więc nieśmiało podsuwam myśl o Toskanii, tej pięknej krainy z pocztówek… ale to przecież 1400 km … ratunku szukamy na portalach, ale wszystkie toskańskie wille dawno zarezerwowane, desperacko ratujemy się Bookingiem, odhaczając preferencje szczególne: obiekt przyjazny zwierzętom. I tak upływają kolejne dni … w chwili zwątpienia po telefonicznej konsultacji z mężem klikam hotel – gdzieś w Toskanii … i żałuję. Kiedy odbieram Olimpię z basenu delikatnie staram się jej wytłumaczyć, że w tym roku nie ponurkuje i nie popływa w morzu, ale w zamian za to będzie księżniczką zamkniętą w toskańskiej wieży … Moja mowa jest zbędna, ona doskonale rozumie, że w życiu są rzeczy ważne i te ważniejsze nawet jeśli chodzi o sprawę wakacji.*).

—-

Kiedy w sobotę o 2.30 pakujemy się do samochodu, nikt z nas nie cieszy się na myśl o nadchodzących wakacjach, bo przecież nie takie planowaliśmy i nie o takich po roku intensywnej pracy, mnóstwa problemów i zmartwień marzyliśmy. Trzyma nas tylko myśl, że jedziemy razem … wszyscy i, że nikt z nas nie będzie za nikim tęsknił …

—-

Życie, och życie … lubisz zaskakiwać … lubisz rozczarowywać … i robić niespodzianki ! bo toskańskich widoków, ciszy, zapachu, kuchni i wina nie zamienilibyśmy nawet na 6 gwiazdkowy hotel, uwierzcie – wiem co mówię …

70717273747577787980818283848586878889

*) wiem, wiem, każde z Was pomyśli, że mogliśmy w końcu zostać w domu, pojechać nad morze lub w polskie góry, ale tak się nie stało 🙂

**) Toskania w bliskim kontakcie niewiele różni się od tej, którą można zobaczyć na widokówkach … ona powala (nie bójmy się tego słowa), jest cudowna i osobiście uważam, że profanacją byłoby „dopiększanie” tych zdjęć w edytorze

Dodaj komentarz / ocenę

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pin It on Pinterest