Toksyczna miłość

Urodziła się u schyłku lat siedemdziesiątych jako najmłodsza z dwójki rodzeństwa. Pamiętam, że mieszkała na 3 piętrze w jednym z bloków osiedla z wielkiej płyty. Kiedy w ’86 roku ubiegłego wieku wybuchła elektrownia w Czarnobylu stałyśmy w jednej kolejce po paskudny płyn Lugola, którego dobroczynne działanie nigdy nie zostało potwierdzone. To właśnie tam rozpoczęła się nasza przyjaźń. Nie wyróżniała się od nas niczym szczególnym – drobna dziewczynka z dwoma, mysimi warkoczykami, nie różniła się tylko pozornie jak się później okazało. Mijały lata. To Ona zawsze stawiała poprzeczkę – w nauce, w osiągnięciach sportowych, we wszystkim najlepsza, zawsze z przodu. Zabawna, dowcipna … pamiętam, że nie było osoby, która nie zabiegałaby o przyjaźń z nią, chłopaka o randkę, dziewczyny o wspólne ploteczki… Przyjaźń z Nią była szególna. Wrażliwa, skromna a jednak tak piękna. Pierwszą porażkę poniosła, gdy okazało się, że ze względów zdrowotnych nie może zdawać na wymarzone studia – cztery lata przygotowań legły w gruzach, drugą, gdy  zabrakło jej  punktów, by dostać się na kierunek, który wybrała jako plan B … rozpoczynała listę rezerwowych. Była zdeteminowana … Prze te wszystkie lata naszej młodzieńczej przyjaźni nigdy nie powiedziała co tak naprawdę czuje, nikt nie znał prawdy co było motorem, który nieustannie pchał Ją do przodu, nie pozwolił na wytchnienie, złapanie drugiego oddechu … a Ona po prostu żyła pod ciągłe dyktando, według scenariusza, który nie przewidywał zmian, podknięć, katastrof … Żyła w przekonaniu, że wszystko co robi robi źle – gdy się stara to zawsze za słabo, gdy krzyczy to zawsze za cicho, gdy pomaga to za mało, gdy żyje – to tylko w poczuciu, że każde nawet to najmniejsze nieszczęście w tej galaktyce to Jej wina … Ona jedna wiedziała jak bardzo trudno być córką Toksycznej Matki. Pamiętam Jej determinację i szaleńczą wiarę w to, że Matka Ją kocha, przez lata czekała na spontaniczne „kocham cię córeczko” … pamiętam jak pięknie mówiła: wiesz, moja mama kocha mnie, gdy biegam po deszczu, gdy jeżdżę na rowerze i nawet wtedy, gdy nie mam ochoty odmówieć wieczornej modlitwy…ona mnie kocha tak jak każda matka kocha swoje dziecko, tylko, że jeszcze mi tego nie powiedziała … myślę, że jest skryta, wychowana według  kindersztuby, w której nie przewidziano wylewności uczuć…” Patrząc na to z upływu lat zastanawiam się kogo chciała przekonać do swoich racji – mnie czy siebie? Myślę, że po prostu bezgranicznie wierzyła w miłość matki.

Urodziła się u schyłku lat siedemdziesiątych i dziś dobiega czterdziestki. Nigdy nie doczekała się spontanicznego „kocham Cię córeczko” , nigdy nie usłyszała, że Matka jest z niej dumna, chociaż pomimo poniesionych porażek skończyła trzy fakultety, objęła wysokie stanowisko w dobrze prosperującej firmie, wyszła za mąż i urodziła piękną córkę. Odwiedzała Matkę codziennie. Kiedy odszedł Jej ojciec wzięła odpowiedzialność za jej zdrowie, finanse, dobre samopoczucie i godną starość… w końcu coś pękło, bo toksyczna miłość zaczęła zbierać żniwo w postaci Jej córki. Nie wytrzymała, zerwała kontakty z Matką, bała się, że gdy nie odetnie tej zepsutej pępowiny stanie się taka sama … stanie się toksyczną matką. Została skrytykowana, potępiona za swoją postawę, ale czy na to zasługiwała? czy każdy, kto nazwał ją „wyrodną córką” miał do tego prawo? czy wiedział co czuje? czy chciałby żyć czyimś życiem? być krytykowanym za każdą podjętą decyzję? Przecież tylko Ona jedna wiedziała jak to jest być córką toksycznej matki i żyć w piekle zgotowanym własnemu dziecku, prosić, rozmawiać, próbować przekonać … na próżno, bez efektu. Czasem psychiczne znęcanie się jest gorsze niż to fizyczne, ono boli tam w środku, pozostawia blizny, żrzera, pali, a  wewnętrzny głos wołający o przebaczenie, litość jest zbyt cichy, aby ktokolwiek mógł go usłyszeć, aż w końcu powoli umiera twoje własne JA, bo nawet miłość –   chora, toksyczna miłość może skaleczyć serce człowieka na całe życie …

Matka idealna … taki termin w macierzyństwie nie istnieje. Żadna z nas nie jest idealną Matką, ani sama takiej nie posiada – nie ma co się oszukiwać. Każda z nas mogłaby być lepsza, mniej wymagająca, bardziej kochająca, mniej karcąca … zawsze znadzie się jakieś „bardziej” i zawsze znajdzie się jakieś „mniej”. Staramy się jak tylko możemy, dajemy naszej córce czy synowi wszystko czego same nie miałyśmy, radzimy, chronimy, wymagamy, wyręczamy, czasem zbyt mocno ingerujemy w jej/jego życie … oczywiście wraz z pojawieniem się dziecka spływa na nas odpowiedzialność za życie, zdrowie, wychowanie, wykszałcenie … gdzie postawić granicę? kiedy przestać pisać sceniariusz jak powinno żyć nasze dziecko, z kim powinno się widywać, jaki sport uprawiać … może przestańmy biegać z pasją  po poradniach, a zacznijmy po lesie – na ortodontę przydzie czas, może nie wchodźmy naturze w paradę zamin zdąrzy zrobić swoje. Może odpuśćmy choć trochę nie tylko dziecku, ale również sobie … zazdroszczę koleżankom, że ich córki chodzą w pięknych, dziewczęcych sukienkach – u nas królują dresowe sukienki, jeansy a piękne lakierki zastąpione są modnymi, sportowymi butami, moja córka nosi włosy spięte w kitkę i nic jej nie przekona, że ślicznie wygląda w rozpuszczonych … jest chłopczycą, ale dobrze jej z tym – szaleje na nartach, grywa w tenisa,  zamiast pięknego roweru miejskiego wybrała górski, by móc jeździć po polnych drogach, a cudowne lekcje baletu po 4 latach zamieniła na karate … i to nic, że każdy patrzy na nią szerokimi oczyma, Ona jest szczęśliwa ! i choć chciałabym w niej zobaczyć delikatną i bezbronną dziewczynkę, widzę już silną małą kobietkę, stojącą na straży swojego zdania. Czasem pozwalamy sobie z mężem na kontrolowany brak kontroli, ostrzegamy przed konsekwencjami postępowania, ale otwieramy furtkę, na której widneje napis „wybór”, pozwalamy Jej na płynięcie własnym nurtem, na wybór własnej drogi, na jedzenie białego pieczywa, podkochiwanie się w Justinie B. oraz na wybór plastikowych zabawek z hipermarketu, a nie tylko tych pięknych hand made. Niech poznaje świat w państwowej szkole, a nie w tej prywatnej, niech czyta nie tylko lektury i ogląda nie tylko Misia Uszatka … niech się przewraca, potyka, wpada w pułapki … niech jest szczęśliwa, niech żyje z nami a nie pod nasze dyktando i według scenariusza naszego autorstwa …

 

 

  • Podobienstwo osób i miejsc – przypadkowe.

Dodaj komentarz / ocenę

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pin It on Pinterest