Rozmowa

Późny wieczór. Słaniam się na nogach. Ten dzień zapisze się w naszej pamięci… przypomni o sobie, za każdym razem, gdy tylko spojrzymy na twarz naszej córki …

Siadam do długiego, białego stołu. Stawiam butelkę czerwonego wina… to nic, że nie lubię czerwonego wina … to nic… potrzebuję czegoś co pozwoli zapomnięc, uspokoić się, coś co spowoduje, że emocje opadną i a ciało, dusza i serce znajdą chwilowe ukojenie … 

Nalewam lampkę, biorę drugi kieliszek i powtarzam czynność.

Zaczekaj – słyszę. Odkładam butelkę.

Dlaczego mi to robisz – pytam – Czym sobie zasłużyłam na ciągły ból, na strach? Kto inny jak nie Ty, wie jak cierpi matka, gdy patrzy na cierpiące dziecko? Kto inny jak nie Ty, wie jak bardzo boli cierpienie jedynego dziecka? Nie pamiętasz jak bardzo cierpiała Twoja matka? Ile łez wylała? Dlaczego?

Taki jest plan – odpowiada.

Plan? Niedorzeczne! Plan,w którym za chwilę szczęścia każesz  płacić smutkiem i cierpieniem, plan, który zakłada, że człowiek musi być zawsze przygotowany na to, że prędzej czy póżniej przyjdzie mu tą szalę zrównoważyć? plan, który sprawia, że już nie mam sił do walki? Zmień go! Skoryguj!  Wysłuchaj mnie! Pomóż …

Robię to każdego dnia, ale Ty tego nie dostrzegasz. Podążasz za niedoścignionym, zadowalasz wszystkich dookoła, martwisz się drobnostkami, nie potrafisz odnaleźć tego co tak naprawdę istotne, ważne … w ciągłym biegu, cierpiąca na brak czasu, nieustannie nad dokumentami, z nosem w papierach,  w pracy … to dla ciebie jest tak naprawdę najważniejsze ?  – podnosi butelkę i przechyla ją. Kilka kropel spada na dno kieliszka.

Spuszczam  wzrok. Staram się ukryć łzy. Z trudem nabieram powietrza. Przełykam slinę.  Wstaję. Idę spojrzeć na moją małą córeczkę. Śpi spokojnie. Wracam. Nadal siedzi przy stole…

Kiedy rozmawiasz ze mną zawsze o coś mnie prosisz. Nigdy nie dziękujesz, że jestem, że czuwam … Prosisz o zdrowie, o lepsze jutro … o dzień bez kłótni, o więcej cierpliwości, o wytrwałość, miłość, zrozumienie. A ja dałem Ci życie, abyś to wszystko odnalazła sama, dałem Ci córkę, abyś rozpostarła swoje skrzydła i nimi otoczyła ją, osłoniła przed krzywdą i bólem, abyś wzięła na siebie odpowiedzialność za jej życie … a Ty? Poddajesz się? Już tyle razy mówiłem Ci, że nic nie dzieje się bez przyczyny … życie stawia przed nami wyzwania, abyśmy mogli je przezwyciężyć, docenić chwile prawdziwego szczęścia, a może chodzi o to by przewartościować pewne sprawy? na nowo ustalić priorytety … dlaczego w ten sposób się nad tym wszystkim nie zastanowisz? – kiedy kończy mówić Jego wzrok odnajduje mój.

Tak, tak Boże …chyba wiem co masz na myśli …  zaczynam rozumieć… Jutro postaram się zacząć wszystko od początku …tylko czy dam radę ?  – cicho odpowiadam. 

 

 

*historia nawiązuje do wydarzenia z 2014 r.

Dodaj komentarz / ocenę

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pin It on Pinterest