Nowy etap

25 915 dni tyle dni statystycznie żyje człowiek. Oznacza to, że każdy z nas – Niezależnie od koloru skóry, narodowości, charakteru czy pozycji społecznej otrzymuje 25 915 możliwości na to, aby przeżyć swoje życie w sposób, który pozwoli mu powiedzieć, że „warto było zrobić to wszystko, by moje życie było takie piękne … niczego nie żałuję” . Tyle czasu mamy na poznanie świata, przebywanie z ludźmi, z którymi chcemy przebywać, przekraczanie swoich możliwości i szukanie odpowiedzi na pytanie „ co daje nam satysfakcję”.

Około 300 dni z tych statystycznych w ciągu ostatniego roku zmarnowałam. Co gorsze – zdaję sobie z tego sprawę. Jestem świadoma każdej zmarnowanej chwili, której już nie odzyskam. Tej w życiu prywatnym, zawodowym, blogowym. Były momenty, w których próbowałam ukryć się przed światem, a moje problemy osiągały rangę bezdennych kanionów, ale to niemożliwe … ponieważ zawsze było mnie wszędzie pełno, zawsze byłam, istniałam, pomagałam, śmiałam się … prowadząc takie życie trudno jest nagle przestać „być” …. Ten czas trudno wyartykułować. Może i dobrze. Może i dobrze, że zdając sobie sprawę ze zmarnowanego czasu będzie mi łatwiej doceniać ten, który mi pozostał?

Dziś patrząc na ten etap – troszeczkę już przez pryzmat upływającego czasu – dochodzę do wniosku, że żaden nawet ten najgorszy okres, który przechodzimy w ciągu naszego życia nie zdarza się przez przypadek i bez sensu. Ochłonęłam. Zaczęłam dostrzegać piękno małych rzeczy, pojedynczych chwil, które łącząc się w całość tworzą naprawdę fajną historię. Przestałam traktować życie jak krótkodystansowy bieg, który sprowadza się w większości  dystansu do ucieczki przed problemami … ucieczka niewiele daje … one nie znikną, a droga powrotna jest wbrew pozorom bardziej skomplikowana i posiada o wiele więcej zakrętów niż nam się wydaje. Odkryłam zapach miłości … nie ten zamknięty we falkonie Black Opium czy Angela (oba zapachy ubóstwiam), ale ten unoszący się co rano podczas porannej kawy, przypalonego przez Olimpię kotleta i gorącej szarlotki. Zwolniłam. Przestałam podejmować decyzje chaotycznie i gwałtownie – trafna ocena sytuacji, trzeźwe spojrzenie to zdecydowanie lepsze opcje. Dobiegając 40stki niestety konsekwencje wielu decyzji są o wiele bardziej groźne w skutkach niż te podejmowane 10 lat temu. Karma wraca. Dobro i zło wracają. Nie ma takiej krzywdy, za którą nie była by odpowiedzialna jakaś osoba, ani takiego szczęścia, za które nie ponosi ktoś współodpowiedzialności … Każda z tych dwóch rzeczy niesie za sobą konsekwencje, wynagrodzenie, następstwa. Może i musi upłynąć dużo czasu, aby to nastąpiło, ale w końcu nadejdzie taki dzień …

Hasztag:#pora zacząć istnieć od nowa#. Wyznaczyć nowe cele, priorytety. Nic bardziej nie definiuje człowieka niż postawione sobie cele i zmierzanie do ich realizacji. Nic bardziej nie dopinguje i zachęca do działania jak pragnienie sukcesu i realizacja marzeń. Nic nie jest bardziej trafnego niż przestanie zadowalania innych, życie scenariuszem napisanym przez kogoś innego i według utartych standardów. Zaczęłam żyć. Po swojemu. Według własnej receptury. I wiecie co? Jest mi z tym cholernie dobrze ! A plany … mam ich kilka – tych związanych z blogiem, moją marką, która była lekarstwem na obolałą duszę, z życiem ….

Plan: BLOG … gdy zakładałam bloga „Księżycowa Szuflada” jego tematem powszednim był parenting i moda dziecięca a ja zostałam okrzyknięta mianem Księżycowej Mamy, było to jakieś 3-4 lata temu (nawet nie pamiętam początków), ale moja córka się zmieniała, wydoroślała… sama podpatruje już You Tuberów i myśli o założeniu kanału … Ja także nie jestem już tą samą osobą – nie kręcą mnie opowiastki o pieluchach, trymestrach i karmieniu piersią … nigdy nie kręciły – pozostawiam tę kwestię bardziej obeznanym i co więcej praktykującym mamom. Jestem pod ich wielkim wrażeniem – macierzyństwo w ich wypadku jest takie cudowne, usłane różami, karmienie piersią to sama przyjemność, pomijając kwestię pogryzionych sutków i biustu balansującego pomiędzy arbuzem a przejrzałym awokado. Perfekcja i lukier sam w sobie. Długo myślałam w jakim kierunku powinien ewoluować blog. Zmienił nazwę i tak naprawdę zniknął z powierzchni … czasem jest tak, że potrzebujemy powietrza, zatrzymania,  odnalezienia tego za czym tęsknimy, co nas pociąga, fascynuje … i właśnie ja taki etap przeszłam … odłożyłam go na bok i … zatęskniłam. Zatęskniłam za pisaniem. Bardzo. Chciałabym, aby treści na nim zamieszczone były wartościowe, przemyślane, wyczerpujące temat. Chciałabym, aby stał się miejscem, gdzie znajdziecie wiele cennych wskazówek, ciekawych felietonów, odwiedzicie interesujące miejsca, zjecie pysznie i … wrócicie, ponieważ będziecie wiedzieć, że żaden zamieszczony artykuł nie jest tworzony z potrzeby zarobkowej a raczej z potrzeby serca, pasji i chęci podzielenia się z Wami informacjami. Blog niegdy nie był dla mnie źródłem dochodu, nigdy nie zrezygnowałam z pracy na jego rzecz. Żaden dotychczasowy artykuł nie był sponsorowany, a te wszystkie, które pojawiły się na Księżycowej Szufladzie i zostały wyróznione przez różne instytucje były efetem  pisania po godzinach, często, kiedy wszyscy domownicy słodko spali.

Plan: ARROW. Marka.  Była spełnieniem marzeń, które pojawiły się wraz z powstaniem bloga, a na których realizację, brakowało mi  odwagi. Powstała (tak naprawdę) w krótkim i totalnie nietrafionym momencie, jakby z podmuchem wiatru. I pomimo tego, że w ten świat wkroczyłam totalnie nieprzygotowana i moja pierwsza kolekcja była jedną wielką porażką to cieszę się, że wyciągnęłam wnioski, lekcje, nabrałam doświadczenia. Bez dwóch zdań – branża odzieżowa to dla mnie jeszcze wiele nieodkrytych stref  – kocham to co robię, bo robię to z wielką przyjemnością. Kocham ten ciągły niedoczas. Ludzi. Możliwość przekazania siebie w projektach. Rozwijam. Inwestuję. Żyję nią. Zmieniam. Powoli organizuję ją w social media i pamiętam, że ja sama jestem tą marką … nikt inny.

Plan: ŻYCIE. Pokazywane nadal w granicach zachowania prywatności na tyle na ile mogę. Nie, nie wstydzę się. Nie, nie ukrywam. Szunuję je. Nie używam filtów.  Nie wygładzam zmarszczek. Zdjęcia robię sama i nie używam photoshopa.  Nie żyję fikcją, ale lubię zachować część swojego życia tylko dla siebie i dla najbliższych … Wybaczcie.

.

.

.

Najwyższa pora rozpocząć nowy etap. Zostawić toksyczne sprawy daleko w tyle i zacząć to co się da z czystą kartą. Najwyższa #pora zacząć od nowa#. Pozostawić zgiełk. Zaakceptować go. Odnaleźć spokój. Przecież nic nie ma prawa rozpocząć się na nowo dopóki nie zakończy się poprzedniego rozdziału. A więc … do dzieła !!!

Aleksandra (1)

2 Komentarzy / Ocen

  1. dobrze, że wracasz.
    są momenty, kiedy potrzebny jest oddech – Twój trwał trochę dłużej, to znaczy, że był głębszy i przyniósł hektolitry świeżego powietrza – teraz czas to wykorzystać 🙂

    1. Dziękuję Moniko <3
      powroty są trudne, ale może czasem warto zaryzykować i spróbować raz jeszcze?

Dodaj komentarz / ocenę

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pin It on Pinterest