Moja wena jest jak Włóczykij

Ostatnio notorycznie cierpię na brak weny. Siadam do komputera i czuję pustkę. Totalną pustkę. Stukam kilka zdań i po raz setny naciskam „backspace” … po dwóch godzinach stukania w klawiaturę i namiętnego wciskania „backspace” myślę, że oszaleję. Trzecia kawa nie pomaga. Fusów w niej nie ma, więc nawet nie mogę w nich nic wyczytać. Mam ochotę poszukać w internecie pomysłu, ale panicznie boję się, że zdanie słowo lub zwrot pozostanie w mojej pamięci i zostanę posądzona o plagiat. Unikam blogów parentingowych jak ognia – ich autorki to największe hejterki jakie znam. Lubię tylko te wyjątki od reguły … nawet bardzo lubię. Nadal nic. Szukam po kieszeniach, otwieram szufladki … Odeszła.  Mam jednak szczęście –  to tylko literki, brak weny jeszcze nie dopadł mojego życia, chociaż w odróżnianiu dni tygodnia utrzymuje mnie już tylko rozkład zajęć dodatkowych mojej córki.

Poniedziałek.

Wtorek.

Środa.

Czwartek.

Piątek.

Droga krzyżowa. Upadam po raz setny tego dnia.  Podbiega do mnie Szymon z Cyreny. Na naszej drodze zaw­sze po­jawia się jakiś Szy­mon z Cy­reny, lecz niekiedy od­chodzi pomóc ko­muś in­ne­mu po­nieść krzyż. Podnoszę się. We­ronika ociera mi twarz, spodlądam w jej oczy, tak bardzo podobne do oczu mojej córki …

Sobota.

W sobotę mogę sobie dłużej pospać, chociaż regularne i donośne bicie dzwonów z pobliskiego kościoła gwałci mój sen. Pragnę ciszy. Jeden dzień w tygodniu, do szaleństwa pragnę ciszy.

Niedziela.

Doczekałam się. Skoro świt nie słyszę dzwonów, za to z nawiązką otrzymuję ich dźwięk w prezencie z godzinną cyklicznością. Regularność uderzeń dzwonu nie wnosi do mojego życia nic … wena nie przychodzi, pomysły na posty przypadkowo kasuję w telefonie, deathline projektu nieustannie zostaje przesuwana. W niedzielę jednak nic i nikt nie jest w stanie zepsuć mojego humoru – nie myślę o blogu, o pracy, o planach … żyję. Tego mi potrzeba. Spaceru. Uśmiechu. Chodzenia w piżamie do 11. Późnego śniadania. Lasu. Roweru. Najbliższych. Tego dnia daję dyspensę na wino do obiadu, ciasto i coca-colę. Robię zdjęcia. Żyję, bo nie wiem jaka jest topografia mojego życia … nie wiem czy doczekam przyszłej niedzieli … Nie myślę o tym.

Poniedziałek.

Wtorek.

Środa.

Czwartek.

Piątek.

Sobota.

Niedziela.

Pamiętam lekcję z języka polskiego szkoła podstawowa a może średnia ? nieważne … stwierdzam, że moje życie to świetny przykład czasu cyklicznego, w którym dawno już przestałam liczyć minuty, godziny. Mój nadgarstek jest wolny od wszelkiego rodzaju obciążenia. Nie czuję nawet konieczności pochwalenia się na instagramie najnowszym modelem Daniela Wellingtona. Czy to objaw starzenia się ?  Mój cykl dnia określa wstające i zachodzące słońce, o dniach tygodnia przypomina grafik zajęć dodatkowych Olimpii i dzwonnica pobliskiego kościoła,  o zaawansowaniu miesiąca księgowa przypominająca o płatnościach dla organów podatkowych … tylko dlaczego ta wena nie przychodzi … a może odeszła jak Włóczykij z pierwszym spadającym liściem …

KTÓREGOŚ WCZESNEGO RANKA W DOLINIE MUMINKÓW WŁÓCZYKIJ OBUDZIŁ SIĘ W SWOIM NAMIOCIE I POCZUŁ, ŻE NADESZŁA JESIEŃ I CZAS RUSZAĆ W DROGĘ. TAKI WYMARSZ ZAWSZE JEST NAGŁY. W JEDNEJ CHWILI WSZYSTKO SIĘ ZMIENIA, TEMU, KTO ODCHODZI, ZALEŻY NA KAŻDEJ MINUCIE, SZYBKO WYCIĄGA NAMIOTOWE ŚLEDZIE I GASI ŻAR, ZANIM KTOKOLWIEK PRZYJDZIE PRZESZKADZAĆ I WYPYTYWAĆ, I ZACZYNA BIEC, W BIEGU ZARZUCAJĄC PLECAK, I WRESZCIE JEST JUŻ W DRODZE, RAPTEM SPOKOJNY NICZYM WĘDRUJĄCE DRZEWO, NA KTÓRYM NIE RUSZA SIĘ ANI JEDEN LIŚĆ. TAM GDZIE STAŁ NAMIOT, ŚWIECI PUSTY PROSTOKĄT TRAWY. PÓŹNIEJ, KIEDY ZROBI SIĘ DZIEŃ, ZBUDZĄ SIĘ PRZYJACIELE I POWIEDZĄ:„ODSZEDŁ, WIDAĆ JESIEŃ SIĘ ZBLIŻA”.
— TOVE JANSSON

 

 

Dodaj komentarz / ocenę

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pin It on Pinterest